Forum AKMT


Wstecz...dodaj nowy komentarz


Hmm... Spektakl niezły, aktorzy nakręcili się bardzo pozytywną reakcją publiczności. Widziałam ten spektakl już po raz trzeci i znalazłam w nim pewne zmiany- reel tańczony w drugim akcie nie kończy się już kopnięciem toja. Prawdopodobnie było więcej takich kosmetycznych zmian. Kiedy zobaczyłam Bartka Kasprzykowskiego z pokaźnym brzuszkiem przestraszyłam się, że nie podoła, jednak on wybronił się i grał tak nawet rolę kobiecą, że ta tusza była tylko smaczkiem. Jedyne, co mi się zdecydowanie nie podoba i pasuje raczej do ulicznego show, to gubienie ręcznika w pierwszym akcie. Zresztą tutaj było to już raczej mechaniczne i wyglądało już bardziej na przypadek, dzięki czemu oszczędzono widzom nieco obscenicznego obrazka, kiedy to aktor z rozmysłem i mocno przeciągając gest pokazuje widowni pośladki. Zachwycająco zagrał natomiast księdza - przez chwilę wierzyłam, że tam przy konfesjonale stoi duchowny. Prześlicznie i odważnie "wypadła" Maeve - miękkie ruchy, aksamitny głos i te sławetne czerwone paznokcie. Nawet broda "jej" nie zaszkodziła. Szymon Sędrowski potrafi grać w duecie i umie doprowadzić widownię do łez. Zdecydowanie najlepiej wychodzą Mu role całkowicie sprzeczne z Jego emploi, a więc Aisling - śliczna blondie z super płaskim brzuchem i Stary Mickey - stary pijak o głosie jak papier ścierny i mentalności Pożyczalskiego. To były perełki. Partia wiodąca w tym przedstawieniu wypadła mdło i typowo, jako że bazowano tu głównie na tzw. chłopięcym uroku, stuprocentowej szlachetności i nieomylności bohatera. Oj! Za dużo słodyczy źle wpływa na linię, chociaż akurat temu aktorowi ostatnio poprawiła się figura w porównaniu do wcześniejszych spektakli. Całość przedstawienia zachwyca - przede wszystkim koncepcja ruchu dekoracji oparta na zasadzie oczywistych wyborów, zgodna z jednej strony z zasadami ruchu scenicznego, a z drugiej z prawidłami malarstwa. Toje, jak to już zapewne napisano tysiące razy wcześniej, grają w zasadzie wszystkie konieczne "role" :ławkę, konfesjonał, bar, wannę, pokój, przyczepę, ekran, dekoracje do filmu, darń, chyba nawet ludzi ( o ile się nie mylę) a nawet stają się metaforą postaw moralnych głównych bohaterów - w scenie, kiedy rozmawiają oni o śmierci młodego ćpuna - ten, po którego stronie jest racja, siedzi na środkowym toju opartym o "sąsiada", a człowiek przytłoczony sytuacją dosłownie ugina się pod ciężarem kolegi i dwóch pochylonych kabin, symbolizujących tu zapewne jego własne wyrzuty sumienia i triumfujące zdanie kolegi. Słyszałam kiedyś, jak reżyser mówił, że pomysł na takie rozwiązanie scenografii przyszedł Mu do głowy, kiedy podczas prowadzenia jakiegoś koncertu musiał "się przejść" i wtedy to zainspirował się owym rzędem toalet. Podsumowując, Łukaszowi Wittowi-Michałowskiemu słusznie należała się owacja na stojąco, zgotowana Mu przez publiczność. Pozdrawiam, AgaT
09.12.2008 - Agnieszka Terpiłowska